Sowa

Witajcie kochani :D Blog jest już akończony, ale nadal będzie mi niezmiernie miło jeśli ktoś go będzię czytał, a tym bardziej zostawiał po sobie jakieś komentarze ;)
Miłego czytania życzę :D

piątek, 23 stycznia 2015

Rozdział 33- Nie mogę się wycofać..

 Rzadko dedykuje rozdziały, dlatego postanowiłam to zmienić! Ten rozdział dedykuje paulina k. i Yunau, któr swoimi komentarzami bardzo motywują mnie do pisania:)
***
  Pokój wypełniał zimny zapach morskiej bryzy, który pobudzał zmysły. Miała wrażenie, że leży na brzegu morza, a fale rozbijają się o jej ciało uniemożliwiając oddychanie. Za każdym razem, gdy próbowała wziąć głębszy wdech, jej usta wypełniał słony smak morskiej wody. Czuła jakby tonęła, gdy nagle udało jej się otworzyć oczy. Promienie słoneczne wlały się pod powieki dziewczyny, sprawiając, że odruchowo zamknęła oczy. Uchyliła je lekko ponownie i zobaczyła jakąś postać w pośpiechu zasuwającą zasłony.
   -Przepraszam, zapomniałem zasłonić.
Chciała coś odpowiedzieć, ale ogarnęło ją ponownie zmęczenie nie do pokonania. Opadła w objęcia białych, spienionych, morskich fal.
****
Otwarła oczy.  W pokoju panował lekki półmrok. Spróbowała się lekko unieść, ale spowodowało to tylko przeszywający ból. Spojrzała w dół. Na jej brzuchu spał Fred! Jej Freddie! Uniosła dłoń i pogładziła włosy chłopaka. Myślała, że już nigdy go nie zobaczy, a teraz był tutaj, zaledwie na wyciągnięcie ręki. Uśmiechnęła się mimowolnie widząc jak słodko wygląda śpiąc. Fred przebudził się, a widząc, że dziewczyna mu się przygląda-szeroko się uśmiechnął.
  -Moja Śpiąca Królewna w końcu postanowiła się obudzić.
  -Może książę za słabo całował i nie mógł przez to obudzić księżniczki?
  -Sugerujesz, że słabo całuje?
Zrobił nadąsaną minę i splótł swoje palce z jej.
  -Udowodnij mi, że się mylę.
Uśmiechnął się i przysunął swoją twarz do twarzy Hermiony. Lekko musnął jej usta, jakby drażniąc się z nimi, a każdy kolejny pocałunek stawał się coraz bardziej łapczywy. Wydawało się, jakby przez pocałunek chcieli zatrzeć w pamięci tęsknotę, którą przez cały ten czas odczuwali.
   -No dobra, przyznaje Ci rację, taki pocałunek obudził by nawet martwą księżniczkę. Całujesz jak na prawdziwego księcia przystało. Aż zakręciło mi się w głowie.
  -Wątpię, żeby był to efekt mojego pocałunku, ale uznajmy, że jednak tak cudownie całuje.
Roześmiali się. Od dawna nie śmiała się tak szczerze, czuła jak naciąga się każdy mięsień w jej twarzy, przyjemnie mrowiąc. Do pokoju weszła Fleur. W ręku trzymała tackę wypełnioną jakimś dymiącymi substancjami.
  -Fredua, musisz na chwila wyjść.
  -Dobrze, dobrze już wychodzę.
Pocałował Hermione w czoło i wyszedł z pomieszczenia. Fleur postawiła tacę na stoliku przy łóżku i uśmiechnęła się do Gryfonki.
  -Jak się czujesz E'rmiona?
  -Już lepiej, chociaż nadal mam wrażenie, jakby całe moje ciało było jednym wielkim siniakiem.
  -To normalne uczucie po Crucio, ale spokojna, zaraz się tym zajmue.
Namoczyła gazę w jednym z eliksirów. Po pomieszczeniu automatycznie rozszedł się drażniący, ziołowy zapach. Francuzka sięgnęła po przedramię dziewczyny i zdjęła opatrunek. Ogromna, czerwona blizna ukazała się ich oczom. Hermiona próbowała się uśmiechnąć, ale wyszedł jej tylko lekki grymas.
  -Myślałam, że Bellatriks stać na coś bardziej oryginalnego niż napis ,,SZLAMA" na przedramieniu. Na przykład ,,Kocham Voldemorta" na dekolcie czy coś w tym stylu.
Fleur zachichotała, ale nic nie odpowiedziała. Przyłożyła gazę do rany dziewczyny, a ta cicho jęknęła, przygryzając wargę. Poczuła miedziany smak w ustach. Po chwili pieczenie ustało. Fleur wstała i zaczęła iść w stronę drzwi.
  -Teraz musisz dużo wypoczywać Ermiona. Zrobiliśmy co mogli, ale reszta zależy od ciebia.
Uśmiechnęła się i wyszła. Hermiona próbowała zasnąć, ale była zbyt szczęśliwa. Była pewna, że to już koniec, a teraz nie dość, że żyje, to jeszcze jest przy niej Fred. Z zamyślenia wyrwał ją odgłos otwieranych drzwi. Rudzielec wślizgnął się do sypialni i cicho zamknął za sobą drzwi.
  -Myślałem, że śpisz. Fleur groziła mi, że jeśli spróbuje cię obudzić to rozprawi się ze mną i obiecała mi, że zderzenie z ciężarówką to przyjemność podług tego co mi zrobi. Jednak nie potrafiłem tam już dłużej wysiedzieć, a że akurat Bill i Fleur musieli pilnie wyjść, to postanowiłem skorzystać z okazji.
Pocałował dziewczynę w czoło i położył się obok niej. Ich palce spotkały się i delikatnie zaczęły ze sobą splatać. Hermiona lekko się uśmiechnęła. Bliskość ciała chłopaka wpływała na nią kojąco, jakby jego dotyk wystarczył by wszystkie rany się szybciej goiły. Leżeli tak w milczeniu przez chwilę, po czym Fred obrócił się na bok i lekko, jakby bojąc się, że dziewczyna zniknie pod jego dotykiem, objął ją w tali i przylgnął do niej. Oparł czoło o jej policzek, a ciepły strumień jego oddechu lekko ją łaskotał.
  -Cholernie mnie nastraszyłaś, wiesz?
  -Przepraszam..
  -Nie przepraszaj, obiecaj mi tylko, że to koniec tej wyprawy. Jeśli tamci dwaj chcą się narażać to ok, ale ty zostajesz tutaj. Ukryjemy się na jakiś czas, wszystko się ułoży.
  -Nie mogę Fred, przepraszam cię, ale nie mogę. Podjęłam się tej wyprawy, więc muszę dotrwać do końca. Nie mogę się poddać, nie mogę się teraz wycofać. Oni nie poradzą sobie beze mnie!
  -A ja? Myślisz, że ja poradzę sobie bez ciebie? Nie mogę cię stracić Hermiono, zrozum to w końcu!
Nawet nie zorientował się kiedy zdążył wstać. Hermiona skuliła się na łóżku, a w jej oczach zaczęły szklić się łzy.
  -Ja..ja wiem, ale jeśli teraz się wycofam cały nasz wysiłek pójdzie na marne..ja nie mogę Fred..naprawdę..
  -Pieprzysz głupoty!- krzyknął na cały głos- możesz, ale nie chcesz. To, że ja każdego dnia wariuje, bojąc się, że możesz już nie żyć,w ogóle się nie liczy, prawda?! Oczywiście, że nie! Przecież to co ja czuje w ogóle cię nie obchodzi!
  -Proszę, PRZESTAŃ!- łzy spływały strumieniami po jej policzkach, a głos drżał- nie mów tak, przecież wiesz, że zależy mi na tobie, wiesz..
  -ZOSTAJESZ CZY NIE?!
  -Nie...-twarz Freda wyglądała teraz jak dojrzały pomidor-nie mogę...przecież wiesz..
Drzwi uderzyły z ogromny impetem w ścianę i Fred zniknął z jej pola widzenia. Zwinęła się w kłębek i czuła jak jej policzki płoną od łez. Starała się ustatkować oddech, ale ból w klatce piersiowej był zbyt silny. Łapała urywkowe oddechy, ból rozrywał ją od wewnątrz. Chciała krzyknąć, ale nie mogła, a z jej ust wydobyło się tylko zduszone jęknięcie. Nagle wszystko ustało, a Gryfonka czuła tylko jak spada...coraz niżej...i niżej..
***
  -Jesteś idiotua Fredua! Przez ciebie mogła się udusić! Le`idiot z ciebie, naprawdę! Typowy menżyznua! Idź, masz już masę zadań, jak nie chcesz dodatkowych to szybkua mi znikaj z oczu!
Fleur weszła do pokoju i zamknęła za sobą drzwi. Podeszła bez słowa do łóżka i usiadła na fotelu. W milczeniu zaczęła zmieniać dziewczynie opatrunek. Hermione lekko krępowało to milczenie, ale nie miała pomysłu, co mogłaby powiedzieć.
   -Przepraszam za kłopot-wydukała w końcu.
   -To żaden problema, zawsze tu jesteście mile widziani.
Zwinęła stary bandaż i wrzuciła go do reklamówki, po czym wstała. Wydawało się jakby walczyła sama ze sobą. Po chwili usiadła ponownie i spojrzała dziewczynie w oczy.
   -On cię bardzo kocha Ermiona. Często tu bywał, gdy wy wykonaliście swoja misja. Rozmawiali wtedy z Bill'em do późna i ja często słyszała jak o tobie mówił. Opowiadał o tobie i o tym jak bardzo cię kocha. To dobry chłopak, a ty jesteś mądra dziewczyna. Musisz go zrozumieć, on boi się, że cię straci la'Ermiona. Ludzie, gdy się boją robią różne głupie rzeczy. Nawet Voldemort o tym wie, zastraszone społeczeństwo łatwiej zmanipulować. A teraz odpoczwaj i pomyśl nad tym czy oby na pewno ta wyprawua jest aż tak ważnua.
Wyszła. Hermiona zamknęła oczy. Nie mogła się wycofać, nie teraz gdy już tak daleko doszli. Czemu nikt tego nie rozumie? Czemu wszyscy stawiają mnie przed takim wyborem! To przykre, że czasami trzeba poświęcić dobro jednostki dla dobra ogółu. Jeśli Voldemort nie zginie to cały świat będzie ogarnięty wojną, strachem i bólem. Otwarła oczy. Kilka centymetrów od swojej twarzy ujrzała twarz Freda.
   -Co ty tu robisz?- starała się powstrzymać napływające do oczu łzy, ale nie mogła opanować drżącego głosu. Spojrzała w oczy chłopaka i czuła jak jej serce gwałtownie przyspiesza.
   -Jestem pieprzonym egoistą, Mionka. Wybaczysz mi?
Uniosła się lekko i pocałowała go. Chłopak odwzajemnił pocałunek i kładąc się obok niej, wtulił się w jej włosy. Pocałował ją lekko w szyję, tworząc z pocałunków trasę, aż do obojczyka. Jedną dłonią delikatnie błądził po jej biodrze, a drugą po brzuchu. Hermiona delikatnie zagryzła wargę i sięgnęła po różdżkę. Wyszeptała coś, a zamek w drzwiach cicho kliknął. Fred uśmiechnął się figlarnie i pocałował Gryfonke w usta. Najpierw delikatnie, tylko muskając jej wargi swoimi, a później coraz namiętniej, wpijając się w jej różowe, miękkie wargi. Brunetka odwzajemniała pocałunki z równie dużą żarliwością, jej z początku nieśmiałe gesty, przeobraziły się teraz w pełne namiętności i kobiecości ruchy. Przejechała dłońmi po torsie chłopaka, chłonąc opuszkami każdy centymetr jego ciała- napięte mięśnie, aksamitny materiał koszuli, ciepło jego ciała. Po drodze rozpinała guziki jego koszuli. Dopiero teraz zauważyła, że Fred ostatnio musiał bardzo dużo schudnąć. Jeszcze raz przejechała dłonią po tym razem już nagim torsie chłopaka i ściągnęła mu koszule. Rudzielec nie pozostawał długo dłużny. Zjechał dłońmi do talii Granger, zatrzymując się chwilę na niej, po czym jednym płynnym ruchem ściągnął z niej t-shirt. Pocałował jej podbródek, później dekolt, mostek, żebra i na końcu brzuch, po czym ponownie tą samą trasą wrócił do ust. Opuszki jego palców zatrzymały się na pasie spodni dziewczyny. Suwał dłońmi po jej wypukłych kościach biodrowych, co chwilę niżej zsuwając jej spodnie. Granger sprawną ręką odpięła mu pasek i guzik u spodni, które lekko się zsunęły, ukazując gumkę od bokserek chłopaka z napisem ,,mały rycerz". Hermiona mimowolnie się uśmiechnęła i oderwała na chwilę od ust Weasley'a.
  -Teraz wyglądasz niczym model z reklamy Calvin'a Klein'a.
Uśmiechnął się i ściągnął z niej dresy. Jej zgrabne ciało w samej bieliźnie prezentowało się jeszcze lepiej niż w ubraniu.
   -A ty w tej ponętnej, czarnej bieliźnie wyglądasz niczym modelka Victoria's Secret.
Uśmiechnęła się, a on ponownie przylgnął do jej ust. Zdjął spodnie i podpierając się na łokciach, przylgnął do niej. Wsunął dłonie pod jej plecy i zaczął drażnić się z zapinaniem od stanika. Po kilku nieudanych próbach, zapinanie w końcu skapitulowało. Zdjął go i odrzucił do tyłu. Objął dłonią kształtne piersi dziewczyny i zaczął je lekko masować. Hermiona cicho jęknęła, błądząc dłońmi po plecach Freda. Niepewnie zaczęła zdejmować mu bokserki. Gryfon wyczuwając jej skrępowanie, przesunął dłońmi po jej ciele, również zatrzymując się na bieliźnie. Teraz już całkiem nadzy, wtuleni w siebie tworzyli jedną całość. Fred delikatnie naparł na ciało dziewczyny, a ona cicho jęknęła. Poruszali się rytmicznie, jakby ich serca były jednością, wygrywającą tą samą piosenkę. Przyspieszone oddechy wypełniły pomieszczenie...
****
Świt sączył się do pokoju za zasłoniętych zasłon. W świetle pierwszych, porannych promieni słońca tańczyły drobinki kurzu. W pomieszczeniu było ciepło i przyjemnie, a tylko głębokie rytmiczne oddechy przecinały ciszę. Fred otworzył oczy i uśmiechnął się na widok śpiącej ma jego torsie Gryfonki. Pogładził jej ramię zewnętrzną stroną dłoni, delektując się aksamitnością jej skóry. Jej ciepły oddech, który muskał co chwilę jego klatkę piersiową przyprawiał go o przyjemny dreszcz. Odgarnął włosy z jej twarzy, po czym nachylił się i ostrożnie pocałował ją w czoło, ledwo muskając wargami skórę. Dziewczyna uśmiechnęła się przez sen, a Fred wyciągnął rękę spod jej karku. Uchylił drzwi i zakładając po drodze spodnie, cicho wyszedł z pokoju.
Hermiona poczuła chłód pościeli, zamiast ciepła ciała Gryfona. Owinęła się pościelą i biorąc z szafki ubrania, poszła do łazienki. Szybki prysznic i poranna toaleta zajęły jej wyjątkowo mało czasu. Wróciła do pokoju w momencie, gdy Fred kończył rozstawiać talerze na stole. Widząc dziewczynę uśmiechnął się, a w jego oczach pojawiły się charakterystyczne iskierki.
   -Witam moją Śpiącą Królewnę!
Podszedł do niej, objął ją w pasie i pocałował w czoło, nosek, a na końcu w usta. Hermiona zarumieniła się, ale tym razem nie próbowała się już opierać, tylko miękko wtuliła się w ramiona Freda.
   -A teraz szef kuchni zaprasza swoją modelke Victoria's Secret na śniadanie.
   -Mój kochany modelu Calvin Klein, modelki nie jedzą śniadań, one żyją samym powietrzem!
  -A dlatego, że ty jesz pyszne śniadania przyrządzone przez najlepszego chłopaka na tym globie, to jesteś o wiele seksowniejsza od nich wszystkich razem wziętych, dlatego siadaj i jedz!
Wysunął jej krzesło, a dziewczyna posłusznie na nim usiadła.
   -A teraz kotek, ładnie zjesz wszystkie kanapeczki, które twój ideał ci przyrządził, a ja muszę iść niestety do pracy, więc widzimy się wieczorem.
  -Już idziesz?- na twarzy Hermiony pojawił się nieukrywany smutek.
   -Muszę, George i tak jest już gotów mnie zamordować. Od tygodnia musi wszystko sam załatwić, więc muszę, chociaż wolałbym tu z tobą zostać.
Pocałował ją w policzek i teleportował się.
****
    -Hermiooona! Hermiooona! Ruszaj się! Musimy się zwijać, nie możemy dłużej zwlekać, Sama-Wiesz-Kto już wie, że zniszczyliśmy jego horkruksy, więc mamy mało czasu!
Hermiona zerwała się z łóżka i spojrzała zdziwionym wzrokiem na Harry'ego.
   -Ale Fred, ja muszę się z nim pożegnać!
   -Nie mamy czasu, bierz rzeczy i lecimy!
   -Poczekajmy do wieczora! Proszę, Harry!
   -Nie możemy, Bill według nowych przepisów może mieć inspekcję w domu w każdej chwili, nie możemy go dłużej narażać!
Wiedziała, że dalsza dyskusja nie ma już sensu, więc spakowała rzeczy do torebki, zaścieliła łóżko, przypominając sobie jak zaledwie kilka godzin temu leżał w nim wraz z nią Fred. Zbiegła na dół. Wszyscy żegnali się z nimi, życząc powodzenia. Wyszli przed dom, ale zanim Gryfonka zdążyła zamknąć za sobą drzwi, podbiegła do niej Fleur, przytuliła ją i wyszeptała:
-Nie martw się la'Ermiona, wszystko mu wytłumaczę. Tylko proszę, uważaj na siebia, on by nie przeżył taka strata-wypuściła ją z objęć i powiedziała już na głos, do całej trójki- powodzenia! Wierzuę w was, kochani!
Drzwi od domu zamknęły się, a oni zostali sami na morskim nabrzeżu. Zimny, morski wiatr smagał im twarze. Hermiona wyobraziła sobie roześmianego Freda wchodzącego do Muszelki i jego minę, gdy dowie się, że jej już tam nie ma. Poczuła nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej. Tęsknota? Obrócili się, a ich ciała otoczyła bezdenna ciemność....
****
Blogger w telefonie to złoooo! Trzy razy podzielił mi rozdział na pół :P Dobra, nie rozpisuje się, tradycyjnie 10 pełnych opinii i staram się dodać rozdział w jak najszybszym czasie od ich pojawienia się :)